niedziela, 19 sierpnia 2012

Przesłanie i droga dla Polskiego Kościoła


Papież Benedykt XVI w dniu dzisiejszym w rozważaniu przed Aniołem Pańskim zauważył, że „Jezus nie był Mesjaszem, który pragnął posiąść tron doczesny. Nie szukał porozumień, aby zdobyć Jerozolimę. (...) Owe chleby, łamane dla tysięcy ludzi, nie miały spowodować marszu triumfalnego, ale zapowiadać ofiarę Krzyża,(...). Tak więc Jezus wygłosił tę mowę, aby pozbawić tłumy złudzeń (...)" 

To przesłanie Papieża, będące komentarzem do dzisiejszej Ewangelii, warto odczytać w kontekście „Wspólnego Przesłania do Narodów Polski i Rosji o pojednaniu”. Godnym refleksji jest fakt, iż dokument, który oprócz wezwania do pojednania wskazuje na zagrożenia społeczne i moralne, został bardzo życzliwie przyjęty przez społeczeństwo. Oby te wydarzenia, był dobrą lekcją dla całego Polskiego Kościoła, że dopiero wówczas, kiedy z dala będziemy od polityki partyjnej, kiedy sięgniemy uniwersalnych prawd Ewangelii, wówczas dopiero będziemy słyszalni. Oczywiście również wówczas zabieranie głosu w dialogu społecznym domaga się przejrzystości finansowej i moralnej -ale czy właśnie nie o to chodzi w Ewangelii? 

Pozbądźmy się złudzeń, nie partie, nie królestwo i trony doczesne mamy zdobywać, mamy głosić Ewangelię, choćby miało by to nas zaprowadzić na krzyż

sobota, 31 marca 2012

Tron Chrystusa Króla


Niedziela Palmowa
Wielki tłum, który przybył na święto, usłyszawszy, że Jezus przybywa do Jerozolimy, wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu naprzeciw. Wołali: „Hosanna. Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie” oraz: „Król izraela!” (J 12, 12-13)
Oni wszyscy wydali wyrok, że winien jest śmierci. I niektórzy zaczęli pluć na Niego; zakrywali mu twarz, policzkowali Go i mówili: prorokuj. Także słudzy bili Go pięściami po twarzy. (Mk 15, 64-65)
Ubrali Go w purpurę i uplótłszy wieniec z cierni, włożyli Mu na głowę. I zaczęli Go pozdrawiać: Witaj, królu żydowski! Przy tym bili Go trzciną po głowie, pluli na Niego i przyklękając oddawali Mu hołd (...) Następnie wyprowadzili Go, aby Go ukrzyżować. (Mk 15, 16-20)
O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: Eloi, Eloi, lama sabachtani. To znaczy: Boże mój, czemuś mnie opuścił? (Mk 15, 34)
W dzisiejszej liturgii zderzają się dwa wyobrażenia o świecie. Boskie i ludzkie. Uwidaczniają się one w dwóch okrzykach: „hosanna Królowi Izraela!” i „na krzyż z nim!”. Niewątpliwie krzyczący tłum pokazuje nam prawdę o nas samych, którzy raz wołamy „hosanna”, a raz „na krzyż”. Jednakże najistotniejszym jest, aby dostrzec, że królewski wjazd Chrystusa do Jerozolimy, możemy zrozumieć tylko w kontekście Jego Męki i śmierci.
Boże spojrzenie na świat jest zgoła odmienne od patrzenia naszego. Pokazuje to fakt, że tron Chrystusa Króla nie został ustawiony w królewskich komnatach Heroda, czy pałacu Piłata. Nie stanął również pośrodku świątyni Jerozolimskiej. Został natomiast wzniesiony na Golgocie. Pośród nas, złoczyńców.
Objawia się przed nami tajemnica naszego Boga Króla, który za nas oddał swoje życie. Stojąc pod Jego tronem na Golgocie, jesteśmy mu winni okrzyk wdzięczności, którym jest radosne hosanna. 
Po ludzku wydaje się to niedorzecznością. Jak że się radować. Wszak pod krzyżem widzimy ból ocierający się o rozpacz.
Tej prawdy nie da się wytłumaczyć słowami. Trzeba ją przejść z Chrystusem. Doświadczyć Jego przebaczenia. Dotknąć miłości. I pewnie dla tego nie sposób po tej Męce wiele powiedzieć. To co wyznać możemy to tylko naszą wiarę. W jego obecność i królowanie. Wypowiadając z głębi serca „chwała”, „hosanna”, ...dziękuję.
ks. Arkadiusz Lechowski

niedziela, 25 marca 2012

Droga krzyża


V  Niedziela  Wielkiego Postu
(...) A Jezus dał im taką odpowiedź: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę powiadani wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, (...)

Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, uwielbij imię Twoje”. (...)

por.J 12,20-33
Chrystus mówiąc o ziarnie pszenicy, które musi „obumrzeć”, (por. J 12,24) ukazuje ludzki dramat przemijania i poczucia bezużyteczności. W obumierającym ziarnie można również dostrzec, uczucie braku sensu istnienia, które jest źródłem największego ludzkiego cierpienia. 
Słowa Chrystusa, w widoczny sposób ukazują konieczności wzięcia własnego krzyża. „Jeśli bowiem ziarno nie obumrze, zostanie samo” i nie przyniesie plonu. (por. tamże). Prawda ta, nie jest jednak   jakimś tanim pocieszeniem, ani próbą usprawiedliwienia cierpienia. Mylił by się również ten, kto by sądził, iż Chrystus ów krzyż gloryfikuje. Chociaż  krzyż jest koniecznością ludzkiego życia, to nie jest on jego istotą. Celem jest bowiem „wydanie owocu”. Musimy pamiętać, że pomimo tego, iż życie czasami trzeba stracić (por. J 12,25), to nie do śmierci, lecz do życia zostaliśmy stworzeni. 
Bez zrozumienia powyższej prawdy ludzkiego przeznaczenia, można opacznie ustawić krzyż jako cel naszej drogi. Wówczas używając pięknych słów i szlachetnych idei, łatwo zbagatelizujemy tragizm ludzkiego cierpienia. Będziemy nakładali krzyże i ciężary innym, nie tolerując jakichkolwiek oznak sprzeciwu, czy wątpliwości.
Pokory wobec cierpienia, możemy uczyć się od Chrystusa. On sam odczuwał przed nim lęk. Przyjmował je niechętnie i chciał je oddalić (por. J 12,27). Jednak ufając Ojcu, zgodził się na przyjęcia krzyża. Wiedział, że pomimo dramatu poczucia osamotnienia i bezsensu istnienia, nie pozostanie sam. Że wywyższony na krzyżu „przyciągnie nas do siebie” (por.J 12, 33), aby nadać nam sens istnienia i obdarzyć, życiem do którego zostaliśmy stworzeni.
ks. Arkadiusz Lechowski

niedziela, 11 marca 2012

Świątynia


III  Niedziela  Wielkiego Postu
„Ja jestem Pan, twój Bóg, (...). Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie.(...)”    por.:Wj 20,1

(...) Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie oraz siedzących za stołami bankierów. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powyrzucał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. (...)
W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: «Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?» 
Jezus dał im taką odpowiedź: «Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo».
Powiedzieli do Niego Żydzi: «Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?»
On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus.   
por.: J 2, 13-25


Scena wypędzenia kupców z Świątyni Jerozolimskiej niewątpliwie  przypomina nam o własnym stosunku do świata materii i pieniądza. W tych relacjach zawsze musimy pamiętać kto komu i czemu ma służyć i że nadrzędnym celem tych relacji jest oddanie czci Jedynemu Bogu. (por. Wj 20, 1-6) Cały Świat nam powierzony mamy pomnażać i rozwijać po to aby pełniej rozpoznać Boga i wypełnić Jego przykazania. 
Oczywiście w tym wszystkim kluczowe jest owo rozpoznanie. Nie do końca mogli uczynić to Żydzi niezdający sobie sprawy ze zmartwychwstania i Świętości Chrystusa. (por.: J 2, 20) teoretycznie jesteśmy mądrzejsi o dwa tysiące lat i przekazaną nam przez apostołów prawdę o zmartwychwstaniu. 
Dlaczego jednak tak trudno nam zobaczyć różnice pomiędzy kościołem a Kościołem. Wszak nierzadko kruszymy kopie o instytucje i kamienie, zapominając o Świątyni którą jest człowiek. Wszak gdybyśmy zadbali o wspólnotę i świętość Kościoła, wówczas instytucja i budowle nie tylko nie były by zagrożone, a stały by się świadectwem naszego oddania czci Bogu i jego przykazaniom.

ks. Arkadiusz Lechowski



niedziela, 4 marca 2012

Objawienie Boga


Ewangeliarz Niedzielny

II  Niedziela Wielkiego Postu




(...) przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe (...). I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”(...) por.Mk, 2-10


Apostołowie będąc świadkami rozmowy Jezusa z Eliaszem i Mojżeszem, doświadczyli tego co dzisiaj nazywamy „objawieniem”. Ono może wprowadzić nas w zdumienie, a nawet „przestraszenie”, które nie tylko odbiera mowę, ale również powoduje, że człowiek sam nie wie już co mówi.
Jest coś w ludzkiej naturze, że w chwili kiedy doświadczamy rzeczy nadprzyrodzonych, łatwo skupiamy się tylko na tym co przekracza poznane przez nas prawa fizyki. Na tym  co wyrywa nas z szarej rzeczywistości świata materialnego do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Wówczas łatwo jest nam zbudować jakąś „sensacyjność”, w której klimacie chcielibyśmy zamieszkać, rozbijając własne „namioty”.
Będąc obecnie w Medjugorie doświadczam piękna tutejszego klimatu, z muskającymi promieniami słońca na czele. To miejsce niesie z sobą jakąś tajemnicę objawień Bożych nie tylko w przyrodzie, ale również w tysiącach nawróceń, dokonujących się poprzez łaskę sakramentu spowiedzi. Objawia się w tym cud Bożej Chwały.
Oczywiście również tutaj istnieje niebezpieczeństwo, że człowiek może zatrzymać się nie na tym co najważniejsze. Wówczas będzie tropił „sensacyjność” nadprzyrodzonego zburzenia szarej codziennej rzeczywistości. W skrajnych przypadkach może nawet nie liczyć się już z Ewangelią i nauką Kościoła. Może dopominać się końca świata, zachęcając do kupowania świec woskowych, które miały by chronić go od rzekomych ciemności, które przyjdą w roku końca świata Majów. Może śladem suspendowanego księdza tropić wszędzie pentagramy i rzucać klątwy. Może człowiek głosić jeszcze wiele niedorzeczności. To wszystko jednak nie pochodzi od Gospy, ani objawień Medjugorskich.
Piękno Medjugorie uwidacznia się w różnorodności pielgrzymów i dbałości tutejszej parafii o jedność z nauką Kościoła. Tutaj potrzeba pokory, aby ujrzeć i doświadczyć głębie tego miejsca. Aby nie zatrzymać się nawet na „lśniących szatach” a dojrzeć miłość Chrystusa i matczyną troskę Maryi.
Najważniejsze słowa, które usłyszeli apostołowie na Górze Przemienienia, to wezwanie do posłuszeństwa Chrystusowi, gdyż "On jest umiłowanym synem Boga". W Medjugorie Gospa wzywa do tego samego posłuszeństwa, „aby uczynić wszystko cokolwiek On nam powie”. Nawet jeśli będzie to droga krzyżowa przez Kiżewac, której ciężaru musiał doświadczyć Abraham. (por. Rdz 22 1-15) pozostaje obietnica, że doświadczymy rześkiego poranka zmartwychwstania.



ks. Arkadiusz Lechowski

niedziela, 26 lutego 2012

Przynależność Boga


I  Niedziela  Wielkiego Postu

Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, Czterdzieści dni przebywał na pustyni, kuszony przez szatana. Żył tam wśród [dzikich] zwierząt, aniołowie zaś Mu usługiwali. Po uwięzieniu Jana przyszedł Jezus do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1, 12-15)
Tak rzekł Bóg (...): „Oto Ja zawieram przymierze z wami i waszym potomstwem, które po was będzie; z wszelką istotą żywą, która jest z wami (...).  (Rdz. 9, 8)

Wielki Post jest czasem wyjścia na pustynię. Miejsce to, jest symbolem, nie tylko samotności, czy próby. Ono przypomina nam również niewierności Izraelitów, którzy na pustyni szemrali przeciw Panu. Na pustyni krążą dzikie zwierzęta, czyha szatan i jego pokusy.  Jednakże Chrystus zaprasza nas na pustynię, nie dla tego że chce wystawić nas na pokuszenie i niebezpieczeństwo grzechu, ale po to, abyśmy mogli uświadomić sobie nasze własne grzechy i przejść kolejne nawrócenie.
Oczywistym się zdaje, że aby przyjąć zaproszenie Chrystusa do nawrócenia, wpierw musimy uświadomić sobie to od czego mamy zawrócić.
Świadomość własnego grzechu nie należy do najłatwiejszych. Boimy się bowiem, iż ta prawda o nas samych mogła by zaprowadzić nas na granice rozpaczy. Dlatego tak ważnym jest aby nasza „wielkopostna wędrówka” odbywała się w towarzystwie Tego, który chroni nas od beznadziei i samounicestwienia.  
W tym niełatwym procesie samoświadomości, przychodzi nam z pomocą dzisiejsza liturgia słowa, która przypomina o zawartym z nami „przymierzu”. Tworzy ono najwyższy stopień „przyjaźni”, która jest wzajemną „przynależnością”. Dzięki temu „przymierzu” my „przynależymy” do Boga, a Bóg „przynależy” do nas. Bóg stał się naszą własnością. „Ogołocił samego siebie aby na równi być z nami” (por. Flp 2, 6-8). W imię „przyjaźni” oddał się On w nasze ręce, aby nam się podporządkować i „być posłusznym aż do śmierci -i to śmierci krzyżowej” (por. tamże).
W obliczu Bożej wierności musimy zadać sobie pytanie o naszą wierność i niewierność. O naszą przynależność do Boga. O bezinteresowne zatracenie siebie, własnych planów, marzeń i ambicji. O zaniechanie bezwarunkowego przyjęcia Bożych planów i praw. O nasz grzech, który jest zrywaniem więzi z Bogiem.
W zderzeniu naszej niewierności z wiernością Boga, niema jednak miejsca na rozpacz. Gdyż choć wiele razy łamiemy „przymierze”, to On nas nie opuszcza. Bóg pozostaje wierny swojej „przynależności”. Paradoksalnie to nasz grzech sprawił, że Bóg przez Jezusa zawarł z nami „przymierze tak mocne, że nic nie może go złamać”. (por. 1ME o Taj.Poj.) Nawet nasza niewierność.
Prawda o tym Bożym Miłosierdziu nie może jednak być zachętą do bezrefleksyjnego patrzenia w przyszłość zapewnioną przez wierność Boga. Ona powinna być początkiem refleksji nad własnym życiem i grzechem, gdyż „Czas się wypełnił i bliskie jest Królestwo Boże” (Mk 1, 15). Zatem nawracajmy się i uwierzmy w Dobrą Nowinę o Bożej wierności.

ks. Arkadiusz Lechowski